Euromajdan w Paryżu?
Felieton • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) •
7 grudnia 2018
Znaki na niebie i ziemi
wskazują, że Emmanuel Macron jest wynalazkiem francuskiego wywiadu, podobnie,
jak w swoim czasie NPD w Niemczech, co to została zorganizowana i była
zarządzana przez agentów Urzędu Ochrony Konstytucji. Nie jest to żaden
precedens, bo podobne rzeczy robiła rosyjska Ochrana, która dosłownie „hodowała”
sobie rewolucjonistów. Najbardziej znanym spośród tych wyhodowanych był
inżynier Jewno Azef, który z Karlsruhe napisał do Ochrany, że jest tu kółko
socjalistyczne, o którym on – oczywiście za odpowiednią opłatą – może
dostarczać informacje. Takiego kółka nie było, ale Azef je założył, stanął na
jego czele i kierował działalnością. Kółko to rozrosło się w wpływową partię,
która dokonywała zamachów na rosyjskich dygnitarzy państwowych. Zamachowców
Azef wydawał Ochranie – ale tylko takich, którzy mogliby potencjalnie zagrozić
jego przywództwu w partii. Został zdemaskowany jako prowokator, ale udało mu
się uniknąć śmierci z wyroku organizacji i zmarł śmiercią naturalną w Berlinie
w trakcie I wojny światowej. Podobnie agentem Ochrany był Józef Stalin.
Emmanuel Macron
przylepiał się jak nie do jednego, to do drugiego obozu politycznego. Jakie
usługi oddawał francuskiemu wywiadowi – tego oczywiście nie wiem, bo nie wiem,
czy zwierzał się z tego nawet Pani Wychowawczyni, która akurat w nim
szczególnie sobie upodobała. Nie zazdroszczę mu tych uścisków, ale nie o to
przecież chodzi. W 2016 roku, przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi,
Emmanuel Macron nagle się usamodzielnił, niczym u nas pan Ryszard Petru i
utworzył własną partię pod pretensjonalną nazwą „En marche!” I podobnie,
jak w przypadku pana Rysia, co to nie zdążył jeszcze ust otworzyć, a już
wdzięczny naród tubylczy obdarzył jego „Nowoczesną” 11 procentami
zaufania, tak we Francji „En Marche!” uzyskała około 30 procent
poparcia. Trudno w to uwierzyć, ale najwyraźniej francuski wywiad ma bardziej
rozbudowaną agenturę, niż w Polsce stare kiejkuty – ale bo też wiadomo, że we
Francji każda konsjerżka jest informatorem, jak nie policyjnym, to
wywiadowczym. To francuska tradycja i – jak pamiętamy – sprawa Dreyfusa zaczęła
się od tego, że niepiśmienna agentka-sprzątaczka w niemieckiej ambasadzie,
wśród śmieci powyciąganych z tamtejszych koszy, pewnego dnia przyniosła bibułę
z odbitą na niej kopią meldunku szpiegowskiego. Więc teraz francuski wywiad
uruchomił Emmanuela Macrona, no i oczywiście – konfidentów, którzy zostali
odkomenderowani do nowej jego partii – żeby zagrodzić drogę do prezydentury
Marynie Le Pen. Udało się to w stu procentach – ale wygranie przy pomocy
wywiadu demokratycznych wyborów, to jedna sprawa, a zarządzanie państwem – to
sprawa druga. Gdyby jeszcze prezydent Macron chciał się uczyć – ale gdzie tam!
Najwyraźniej uznał, że edukacja w wykonaniu Pani Wychowawczyni w zupełności mu
wystarczy, toteż rychło zademonstrował arogancję, jakby zjadł wszystkie rozumy.
Być może, że to jeszcze uszłoby mu na sucho, bo takich działaczów wyjrzałych z
rozporka („Ilu wielkich działaczów wyjrzało z rozporka!” - dziwował się
poeta) jest dzisiaj na świecie Legion – ale dopuścił do tego, by Nasza Złota
Pani z Berlina włożyła mu kółko do nosa, niczym byczkowi Fernando.
Przyszło to tym łatwiej,
że od 1990 roku Francja do spółki z Niemcami, zaczęła wyznawać polityczną
doktrynę „europeizacji Europy”, co w przełożeniu na język ludzki oznacza
delikatne (bo dopóki amerykańskie wojsko siedzi w Niemczech, to nie ma miejsca
na żadne gwałtowne ruchy), ale cierpliwe i metodyczne wypychanie USA z polityki
europejskiej, a zwłaszcza – z funkcji jej kierownika. Niemcy bowiem pamiętają,
że na skutek dwukrotnego wtrącenia się USA do europejskiej polityki, przegrały
dwie wojny, które przecież mogły wygrać, a z kolei Francja nie może darować
Ameryce, że przyłożyła rękę do likwidacji francuskiego imperium kolonialnego, a
poza tym – co jest przyczyną bardziej subtelną, ale zawsze mówiłem, że Francja
ma duszę kobiety – że Ameryka dwukrotnie widziała Francję w sytuacji bez
majtek. Ambitna kobieta czegoś takiego nikomu nie wybacza, więc trudno się
dziwić utrzymującym się od stu lat we Francji antyamerykańskim emocjom.
Dopóki na czele Francji
stali politycy większego formatu, starannie te emocje ukrywali. W przypadku
prezydenta Macrona było to chyba niemożliwe, toteż uzasadniając prezydentowi
USA Donaldowi Trumpowi konieczność utworzenia europejskich sił zbrojnych
niezależnych od NATO, chlapnął, że są one potrzebne między innymi do obrony
Europy przed … Stanami Zjednoczonymi. Te „europejskie siły zbrojne
niezależne do NATO”, to tylko pseudonim wyprowadzenia Bundeswehry spod amerykańskiej
kurateli. Kiedy w roku 1954 Amerykanie zdecydowali się na remilitaryzację
Niemiec, to znaczy – na pozwolenie Niemcom na posiadanie armii, to nikt nie
wiedział, czy Adolf Hitler przypadkiem nie zmartwychwstanie. Na wypadek gdyby
zmartwychwstał, Amerykanie utworzoną w 1955 roku Bundeswehrę, wmontowali w
całości w struktury NATO, przez które mają nadzór nad wszystkim, co ona
kombinuje. Niemcy po 1990 roku co i raz wypuszczali takie balony próbne, czy by
jednak nie utworzyć europejskich sił zbrojnych, ale zawsze, w właściwie prawie
zawsze – bo za Obamy było inaczej – spotykały się one ze stanowczym
amerykańskim: NIET! Nie inaczej musiało być za prezydentury Donalda Trumpa,
który przeciwko niemieckiej hegemonii w Europie wypowiadał się jeszcze jako kandydat
i podtrzymuję tę opinię jako prezydent. Toteż na deklarację prezydenta Macrona,
przeciwko komu ma być użyta europejska armia, zareagował stanowczo, bo ta cała
europejska armia stwarzałaby ryzyko położenia przez Niemcy palca na francuskim
cynglu atomowym – a tu już żarty się kończą.
Toteż podejrzewam, że
CIA, która po to właśnie jest, dostała rozkaz zdestabilizowania Francji, żeby
aroganckiego i nadmiernie szczerego prezydenta Macrona wysadzić z siodła. CIA
ma w tym względzie pewne doświadczenie, bo – poza innymi operacjami - przecież
organizowała obydwa „Majdany” na Ukrainie, a także – podmiankę na scenie
politycznej naszego bantustanu w roku 2015. Te doświadczenia sprawiły, że nagle
we Francji wybucha rewolucja francuska, która rozwija się niesłychanie
dynamicznie i prawdopodobnie doprowadzi, jeśli nawet nie do zdmuchnięcia
faworyta Pani Wychowawczyni, to w każdym razie – do jego obezwładnienia. W
jakim stopniu z CIA kolaboruje francuski wywiad – tego chyba nigdy się nie
dowiemy, ale że kolaboruje – to rzecz pewna, na co wskazuje identyczny modus
operandi protestujących, podobnie jak ich żółte kamizelki. - Jak ty nam tak, to
my ci tak! - no i mamy Majdan w Paryżu. Co tu gadać; rację miał pruski, a potem
niemiecki kanclerz Otto Bismarck, gdy mówił, że to bardzo dobrze, gdy ludzie
nie wiedzą, jak się robi politykę i parówki.
Stanisław Michalkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co o tym myślisz?