Eunuchy chcą płacić haracz
Felieton
• serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 25
sierpnia 2017
W związku z
kolejną falą kryzysu spowodowanego napływem do Europy tak zwanych „uchodźców”,
którzy – kiedy już uregulują swój pobyt w którymś z krajów europejskich i
uzyskają zasiłek – zaraz wyjeżdżają na wakacje do... krajów ojczystych, z
których niedawno uciekli w obawie o własne życie – włoski premier Paweł
Gentiloni wyraził nadzieję, że jeszcze w tym roku państwa członkowskie Unii
Europejskiej podpiszą porozumienie w sprawie „znaczącego finansowania
projektów pomocowych w Libii”. Należy w związku z tym spodziewać się
wzmożonych nacisków również na Polskę, by partycypowała w tym finansowaniu.
Warto w
związku z tym przypomnieć, dlaczego w Libii wystąpiła katastrofa humanitarna.
Wszystko zaczęło się od szczytu w Deauville, w październiku 2010 roku. Wzięły w
nim udział trzy osobistości: francuski prezydent Mikołaj Sarkozy, Nasza Złota
Pani z Berlina i rosyjski prezydent Dymitr Miedwiediew. Na tym szczycie Nasza
Złota Pani, po długotrwałym wcześniejszym molestowaniu ze strony prezydenta
Sarkozy’ego, zgodziła się na „pogłębianie integracji w ramach Unii
Śródziemnomorskiej”, co w przełożeniu na język ludzki oznaczało zgodę
Berlina na to, by Francja rozpoczęła budowanie sobie kieszonkowego imperium w
basenie Morza Śródziemnego. Co za to obiecał jej żydowski arywista na
stanowisku głowy Republiki Francuskiej – tego dokładnie nie wiemy, ale
prawdopodobnie wolna rękę w Europie Wschodniej. Półtora miesiąca później
rozpoczęło się „pogłębianie integracji”. W Tunezji („Tunezji nikt nie
zji”) wybuchła „jaśminowa rewolucja”, w następstwie której tamtejszy
„lud” obalił tamtejszego „tyrana”. Dlaczego akurat w Tunezji?
Dlatego, że kierownictwa wszystkich opozycyjnych partii tunezyjskich przebywały
na emigracji w Paryżu pod czujnym okiem francuskiego wywiadu, więc tam było
najłatwiej nie tylko urządzić rewolucję, ale również nadać jej właściwy
kierunek i kontrolować przebieg. Wkrótce potem „lud” egipski obalił
tamtejszego, egipskiego tyrana w osobie prezydenta Hosni Mubaraka. Nawiasem
mówiąc, na nim właśnie sprawdziła się bajka pozbawionego złudzeń biskupa
Ignacego Krasickiego „Stary pies i stary sługa”: „Póki gonił zające,
póki kaczki znosił, Kasztan co chciał u pana swojego wyprosił. Zestarzał się –
i z dawnego pańskiego pieścidła, psisko stare, niezdatne, oddano do bydła”.
Wreszcie do obalania swojego tyrana przystąpił lud libijski. Ta okoliczność
rzuca snop światła na obecność na szczycie w Deauville rosyjskiego prezydenta
Miedwiediewa. Otóż od roku 1969 Muammar Kadafi, który wtedy na czele grupy
oficerów obalił tamtejszego króla Idrisa, był najukochańszą duszeńką Kremla.
Ale kiedy zbuntowany lud libijski Kadafiego zlinczował, ruscy szachiści na
Kremlu nie zaprotestowali ani słowem. Najwyraźniej prezydent Miedwiediew musiał
swoim rozmówcom w Deauville zacytować pana Owsiaka: „A z Kadafim, to róbta
co chceta. On już naszą duszeńką być przestał”. Co ruscy szachiści dostali
za odstąpienie od Kadafiego na rzecz „pogłębiania integracji” - tego nie
wiemy, ale warto przypomnieć, że szczyt w Deauville odbył się w ponad rok po
słynnym „resecie” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich dokonanym przez
prezydenta Obamę 17 września 2009 roku i zaledwie miesiąc przed dwudniowym
szczytem NATO w Lizbonie, gdzie 20 listopada proklamowane zostało strategiczne
partnerstwo NATO-Rosja. Ten szczyt NATO w Lizbonie stanowił uwieńczenie
rozciągniętego w czasie procesu ustanawiania w Europie nowego porządku
politycznego, który miał zastąpił nieaktualny już porządek jałtański. Jego
podstawą było wspomniane strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, a najtwardszym
jego jądrem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, którego
kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę wpływów niemieckich (Unia
Europejska) i strefę wpływów rosyjskich, prawie dokładnie wzdłuż linii
Ribbentrop-Mołotow.
Niestety
wykonanie tego misternego planu było już znacznie gorsze i w rezultacie nie
tylko wiele krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu, uważanych wcześniej za
potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, zostało w następstwie operacji
pokojowych, misji stabilizacyjnych, wojen o pokój i demokrację, wtrąconych w
krwawy chaos, ale również kraje Afryki Północnej, z Libią na czele. W
następstwie wtrącenia tych krajów w stan krwawego chaosu, przestały one
stwarzać dla bezcennego Izraela jakiekolwiek zagrożenie, a w dodatku ów chaos
stał się powodem i uzasadnieniem wędrówki ludów do Europy. Wśród tych wędrowców
dominują mężczyźni przed 30-tką, a więc – zdolni do walki. Ogołocenie tych
obszarów z jakichś 2 mln młodych mężczyzn potencjalne zagrożenie dla bezcennego
Izraela dodatkowo zmniejsza, a dla Europy – oczywiście zwiększa. Czy stojący na
czele Republiki Francuskiej żydowski arywista Mikołaj Sarkozy wykonywał szerszy
plan ułożony przez jakichś cadyków, czy też tylko schrzanił sprawę – o to
mniejsza, bo ważniejsze jest to, że cała ta wędrówka ludów odbywa się w
interesie bezcennego Izraela, który ani myśli partycypować w żadnych kosztach.
Tymczasem
wędrowcy w nieznanym stopniu zadaniowani są wywiadowczo i dywersyjnie są przez
Państwo Islamskie, które wypowiedziało wojnę „niewiernym” i prowadzi ją
przy pomocy sprytnej strategii, nazywanej „terroryzmem”. Ta strategia okazała
się skuteczna w przypadku Europy, która dostała się pod władzę eunuchów,
będących ofiarami własnej socjalistycznej propagandy. Eunuchowie płci obojga,
między innymi Nasza Złota Pani, najpierw „zapraszali” do siebie
wszystkich „uchodźców” jak leci, ale wkrótce zorientowali się, że to
jest samobójstwo na raty. Próbowali częściowo rozładować kryzys poprzez
narzucenie wszystkich krajom europejskim „kontyngentów”, ale kiedy i to
nie wypaliło, wpadli na stary pomysł, żeby płacić Państwu Islamskiemu haracz.
Bo te „projekty pomocowe” zarówno w Libii, jak gdzie indziej, to tylko
elegancka nazwa haraczu. Będziemy wam płacili daninę, byleście tylko nie
napierali na nasze granice i nie najeżdżali nas.
Takie rzeczy
zdarzały się i wcześniej – również w Rzeczypospolitej. Na podstawie pokoju w
Buczaczu, zawartego przez Rzeczpospolitą z Turcją w roku 1672, za panowania
Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Polska nie tylko oddawała pod tureckie
panowanie kilka wschodnich województw (podolskie, bracławskie i cześć województwa
kijowskiego, ale zobowiązała się też płacić każdego roku 22 tysiące talarów w
zamian za pokój. Z punktu widzenia tureckiego było to znakomite rozwiązanie nie
tylko prestiżowe – bo w ten sposób Rzeczpospolita stawała się lennikiem Turcji
– ale również praktyczne, bo to polski król wyręczał Turcję w rabowaniu
Polaków, co uwalniało Turcję od wszelkiego ryzyka. Jak wielkie ono było, można
było przekonać się już następnego roku, kiedy to Jan Sobieski rozgromił
30-tysięczny korpus turecki Hussejna Paszy pod Chocimiem, a w 1683 roku
zatrzymał turecki napór na Europę na 300 lat. Ale teraz w Europie nie ma
wojowników, tylko eunuchy, które próbują kupić sobie święty spokój za cenę
haraczu dla niepoznaki nazwanego „projektami pomocowymi”.
Stanisław
Michalkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Co o tym myślisz?